Cancer Crisis: Surviving Lymphoma w wieku 24 lat

Danielle White po przebiegnięciu półmaratonu Erika LarsenW lipcu 2008 roku miałem 24 lata, mieszkałem ze współlokatorem na Manhattanie i pracowałem jako zastępca dyrektora artystycznego w REDBOOK. Miałem najlepszy rok w moim życiu. Czułem się bardziej niezależny niż kiedykolwiek wcześniej. Byłem szczęśliwy w pracy, a kiedy mnie tam nie było, wychodziłem z przyjaciółmi. Żyłem chwilą i paliłem świecę na obu końcach, jak mawiała moja mama. Wiedziałem, że nie radzę sobie dobrze z dbaniem o siebie fizycznie. Zawsze byłem wyczerpany i przeziębiony. Ale myślałem,Jesteś młody! Dobrze się bawisz! Jesteśdomniemanyaby wycisnąć swoje ciało do granic możliwości!

Pewnej środy leżałem i rozmawiałem przez telefon z mamą przed randką. Poczułem się pod pachą i był tam ogromny guzek. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Powiedziałem mamie, a ona powiedziała: „Może powinieneś pójść do lekarza”. W pewnym sensie odtrąciłem ją i szybko przygotowałem się do wyjścia.



Następnego dnia poszedłem do lekarza. Powiedziała mi, że to prawdopodobnie łagodna cysta, ale zasugerowała, żebym miał USG w następnym tygodniu. Miałem takie okropne przeczucie. Nikt, kto poczuł guzek - ani mój lekarz, ani przyjaciele, ani moja rodzina - nie mógł mnie zapewnić, że nie ma się czym martwić. Wszyscy byli zaniepokojeni. Planowałem pojechać na kilka dni do Hamptons z moimi koleżankami, a potem będę musiał wrócić i uporać się z rzeczywistością. Czułem, że ten weekend był moim ostatnim hurra, zanim moje życie zmieniło się na zawsze.

„Biopsja przeraziła mnie”.



Poszedłem na USG w następny wtorek. Zobaczyłem na ekranie dużą masę i zacząłem panikować. Technik wyglądał na zmartwionego i zapytał: „Od jak dawna o tym wiesz?”. Gdy mnie o to poprosiła, jej głos podniósł się o około oktawę. Zadzwoniła do radiologa, który wysłał mnie do chirurga. Następnego dnia poszedłem na biopsję igłową, podczas której lekarze pobierają tkankę, aby ją zbadać. Byłem przerażony i cicho płakałem przez cały czas. Następnie otrzymałem biopsję chirurgiczną, podczas której pobiera się większą próbkę tkanki. Dostałem również skan MUGA - który określa, czy twoje serce jest wystarczająco zdrowe, aby wytrzymać chemioterapię - i biopsję szpiku kostnego. Przejście przez to było moją odznaką honorową: w dolną część pleców wbito dużą igłę, aby usunąć tkankę miękką z wnętrza mojej kości. Nie da się znieczulić tego obszaru. Nie trzeba dodawać, że ból był potworny.

Sześć dni później, około dwa tygodnie po tym, jak po raz pierwszy poczułem guzek, otrzymałem od chirurga oficjalną diagnozę: chłoniak nieziarniczy, nowotwór, który zaczyna się w komórkach układu limfatycznego, który jest częścią układu odpornościowego. Występuje najczęściej u osób powyżej 60 roku życia, ale może wystąpić w każdym wieku. Nie ma żadnej znanej przyczyny. Miałem 8-centymetrowy guz pod pachą i kilka mniejszych. Moja mama była ze mną na diagnozę; była strasznie zdenerwowana i przyszła mnie przytulić. Przez chwilę płakałem, ale potem stałem się bardzo rzeczowy. To było coś w rodzaju: „Otrzyj łzy - co robimy?”. Nie miałem czasu się zastanawiaćDlaczego ja?(To przyjdzie później.)

Wróciłyśmy z mamą do mieszkania, spakowałyśmy torbę i pojechałyśmy prosto do domu moich rodziców w Connecticut. (Wtedy myślałem,Może będę mógł wracać do miasta w weekendy, żeby zobaczyć moje dziewczyny!Nie wiedziałem, że wkrótce będę zbyt chory na wieczorne wyjścia z przyjaciółmi.) Wziąłem urlop. Zacząłem działać na najwyższych obrotach, próbując znaleźć odpowiednich lekarzy i odpowiednie leczenie. Czułem, że muszę być silny dla dobra innych ludzi, zwłaszcza moich rodziców. Wszyscy byli tacy zdenerwowani, płakali i sprawdzali mnie. Ale przez cały czas trwania diagnozy i leczenia zachowywałem bardzo pogodną postawę. Ludzie powtarzali, że jeśli masz raka, masz szczęście, że masz tego raka - ma 69-procentowy wskaźnik przeżywalności pięcioletniej. I japoczułSzczęściarz. To było bardzo uleczalne.



Skończyło się na rozmowie z dwoma świetnymi lekarzami: Dennisem Cooperem z Yale New Haven Hospital i Owenem O'Connorem z New York Presbyterian (obecnie szefem onkologii w New York University Hospital). Zgodzili się, że dostanę sześć cykli R-CHOP, schematu leczenia chemioterapią, jeden cykl co drugi tydzień. Byłem nerwowy; Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Powiedziano mi, że moje włosy wypadną i prawdopodobnie będę się czuł gorzej pod koniec każdego tygodnia po zabiegu. Ale ponieważ skutki uboczne są różne dla każdego pacjenta, nikt nie był w stanie mnie przygotować.

Biała głowica goląca Danielle Dzięki uprzejmości podmiotu

„To oficjalne: jestem chorym na raka”.

Kiedy po raz pierwszy poszedłem na chemioterapię, spodziewałem się niewielkich nudności. Siedziałem i przez osiem godzin powoli wpompowywano mi do żył narkotyki - i zachorowałem tak, że nie wyobrażałem sobie, żebym przechodził przez to jeszcze pięć razy. Oto, jakie to uczucie: po każdej rundzie chemioterapii czułem się naprawdę zmęczony przez dwa dni, intensywny ból całego ciała, taki jak ten, który towarzyszy grypie. Potem, jak w zegarku, pod koniec pierwszego tygodnia po każdym cyklu czułbym się najgorzej. Ciągle chodziłam do łazienki, czując, że muszę zwymiotować, ale nie mogłam. Nie było ulgi w nudnościach. Musiałem brać środki przeczyszczające, steroidy i tabletki nasenne. Myślę, że brałem do 15 tabletek dziennie. Podczas chemioterapii dostałem zastrzyk zwany Neulasta, który stymuluje produkcję białych krwinek w szpiku kostnym. W twojej czaszce jest dużo szpiku kostnego, więc dostaję pulsujących bólów głowy, których nic nie może powstrzymać. Moje ciało robiło te wszystkie rzeczy, których nie potrafiłem kontrolować. W miarę postępu chemii stawałem się coraz bardziej zmęczony. Trudniej było mi utrzymać się na duchu.



Kiedy moje włosy zaczęły wypadać, wypadały pod prysznicem, po całym domu, na poduszkę - tak bardzo, że rano odwracałem się na bok i miałem włosy w oczach. Tak naprawdę nie przeszkadzało mi to, dopóki nie zobaczyłem brakujących łat na mojej głowie. Widok samego siebie w lustrze był bolesny. Miałam długie włosy i czułam się dobrze w swoim wyglądzie, ale teraz naprawdę wyglądałam na chorą. Wtedy pomyślałemTo oficjalne: jestem pacjentem z rakiem.W końcu dotarło do tego, że walczyłem o życie.

Następnego dnia, 17 dni po rozpoczęciu chemioterapii, ogoliłem głowę. Początkowo była to uroczystość. Mój brat i mama płakali. Myślałem,Nie mogę uwierzyć, że to moje życie.Kiedy spojrzałem na swoje odbicie w lustrze w połowie golenia, moje włosy sterczały na wszystkie strony. Wyglądałem śmiesznie. Zdałem sobie sprawę, że mogę albo się rozpaść, albo się śmiać. Więc zacząłem się śmiać jak szalony. Wszyscy w pokoju przestali płakać i zaczęli pękać, co było ulgą.

Założyłem szalik i wszyscy poszliśmy na obiad. W restauracji zobaczyłem wpatrującego się we mnie faceta w moim wieku. Dwa tygodnie wcześniej może by mnie sprawdził, ale teraz szalik napiętnował mnie jako chorego na raka. Nie przeszkadzało mi to. Myślałem,Jestem chory, ale nadal jestem sobą.Po tej nocy nie nosiłam dużo chusty. Po prostu bez niego czułam się bardziej komfortowo. Kilka dni później przeszedłem przez New Haven łysy. Ludzie mnie zatrzymywali i mówili, jaka jestem piękna, jakby to było naprawdę imponujące. Ale nie miałem wyboru - takim właśnie byłem wtedy.

W połowie chemioterapii wykonałem badanie PET i dowiedziałem się, że wszystkie guzy zniknęły. Myślałem,Czy możemy teraz przestać?Ale musiałem skończyć chemię, żeby mieć pewność, że guzy nie wrócą. Po drugim badaniu PET sześć tygodni później moi lekarze powiedzieli: „Masz remisję”. Byłem szczęśliwy - ale ostrożny. Nie chciałem być zbyt podekscytowany. Zorganizowałem wielki spacer z chłoniakiem, aby zaznaczyć ten kamień milowy. Nasz zespół, Mission Remission, zebrał około 40 000 dolarów dla Leukemia and Lymphoma Society i zdobył uznanie LLS za bycie jednym z 10 najlepszych zbieraczy funduszy w tym roku. Czułem się dumny i wzmocniony. Ale wiedziałem, że to dopiero pierwszy rozdział w moim dzienniku na temat raka i że czeka mnie więcej przeszkód.

Danielle White w leczeniu Dzięki uprzejmości podmiotu

- Tak trudno było mieć ten sekret pod peruką.

Wróciłem do miasta w październiku 2008 roku, dwa tygodnie po ostatnim zabiegu, który, jak mogę teraz powiedzieć, był za wcześnie. Sam dostałem nowe mieszkanie, bo potrzebowałem przestrzeni do wyleczenia. Wróciłem do pracy na pełny etat i wtedy było naprawdę ciężko. Byłem tak zmęczony, że sama jazda autobusem do pracy mnie znokautowała. Byłem sfrustrowany tym, jak dużo odpoczynku i opieki potrzebowało moje ciało. Trudno było prowadzić życie towarzyskie, ponieważ nie chciałem wychodzić. W pracy iz rodziną czułam się dobrze z łysą głową, ale wszędzie indziej nosiłam perukę - nazywałam ją Jacqueline. Dzięki Bogu za moich przyjaciół, którzy byli tak pomocni. Pamiętam mój pierwszy wieczór z nimi. Nie czułam się atrakcyjna, nie chciałam towarzysko - tak trudno było mieć ten sekret pod peruką w zatłoczonym barze, w którym powinno się spotykać ludzi i dobrze się bawić. Miałem do czynienia z utratą starego mnie. Wtedy zacząłem zadawać ważne pytania:Dlaczego się to stało? Co zrobiłem, żeby to spowodować? Jak mogę temu zapobiec? Jak mam iść naprzód?

secretos que los maridos ocultan a sus esposas

Po tak optymistycznej kuracji musiałem przejść przez mały, ciemny okres. Dołączyłem do grupy wsparcia dla młodych chorych na raka poprzez organizację o nazwie CancerCare i naprawdę pomogło mi to podzielić się z nimi moimi emocjami. Rozmawialiśmy o tym, jak radzić sobie z reakcjami ludzi na nas, o tym, jak znowu żyć normalnie, kiedy nic nie wydawało się ważne poza twoim zdrowiem. Mój styl życia też bardzo się zmienił. Moje nawyki zdrowotne przed rakiem były okropne: nigdy nie spałem; Dużo piłem; Nie jadłem zbyt dobrze. Kiedy byłem zmęczony, nie odpoczywałem. Ale teraz drzemałem, kiedy tego potrzebowałem. Zjadałem dużo warzyw i rzeczy, które pomogłyby mojemu ciału wyleczyć się. Piłem mniej. Moje włosy zaczęły odrastać i do lutego 2009 roku schowałam Jacqueline do szafy. W końcu, gdy odzyskałem energię, zacząłem ćwiczyć.

Półmaraton biegowy Danielle White Erika Larsen

„To było ekscytujące zobaczyć, co może zrobić moje ciało po raku”.

W maju 2009 roku zobaczyłem w restauracji ulotkę dotyczącą programu Szkoleniowego Towarzystwa Białaczki i Chłoniaka, w ramach którego ludzie uczą się biegania lub maratonu podczas zbierania funduszy na badania nad rakiem. Poszedłem na spotkanie informacyjne i spotkałem kobietę mniej więcej w moim wieku, która powiedziała: „Miałem raka dziewięć miesięcy temu, a teraz biegnę w maratonie”. Byłem tak zainspirowany, że zapisałem się na trening do półmaratonu w sierpniu. Trenowaliśmy dwa razy w tygodniu: dłuższe biegi w soboty i ćwiczenia pod kątem ćwiczeń we wtorki. Pamiętam przebieg pierwszej mili. Potem musiałem się zatrzymać i iść. Ale potem przebiegłem trzy i pięć mil bez problemu, potem osiem, a potem 11 to pestka.

Nie denerwowałem się wyścigiem. Nie próbowałem ustanowić żadnego rekordu olimpijskiego; Chciałem tylko skończyć. Bardziej denerwowało mnie przemówienie, które wygłosiłem poprzedniego wieczoru podczas kolacji z makaronem naszego zespołu. Rozmawiałem przed około 150 osobami o moim raku i dlaczego biegam. Otrzymałem wtedy przytłaczające wsparcie od wszystkich, co uczyniło to doświadczenie jeszcze bardziej wyjątkowym.

Sam wyścig był ekscytujący. Moi przyjaciele i rodzina czekali w różnych punktach trasy, aby mnie dopingować. Byłem bardzo podekscytowany, widząc, jak silne może być moje ciało rok po raku. Biegając, pomyślałem,Rok temu ogoliłem głowę, a teraz biegnę w półmaratonie. Nigdy bym tego nie zrobił, gdyby nie doszło do raka.

Dzisiaj, w wieku 26 lat, wydaje mi się, że wyszedłem z ciemności. Mam inną rzeczywistość niż większość ludzi w moim życiu, ale nie jest lepsza ani gorsza - po prostu inna. Moja rodzina jest dużo bliżej, a ja dostrzegłem nową siłę w moim bracie i tacie. Podziwiam matkę bardziej, niż myślałem, że to możliwe, za jej nieskończony optymizm. Nauczyłem się, jak odmawiać innym potrzebom i stawiać swoje własne na pierwszym miejscu, i łatwiej jest traktować zdrowe nawyki jako priorytet. Kiedy zdiagnozowano mnie, byłem zły, że moje ciało mnie zdradziło i narosły we mnie guzy. Bieganie pomogło mi wybaczyć mojemu ciału i ponownie je docenić.

Minął już rok od mojej ostatniej rundy chemii. Staram się nie martwić, że rak wróci. W większości jestem przekonany, że to moja przeszłość. Ale czasami denerwuję się lub denerwuję, gdy czuję, że nie śpię wystarczająco dobrze, dobrze się odżywiam lub nie ćwiczę - ponieważ to są rzeczy, które mogę kontrolować. I zrobię wszystko, co w mojej mocy, by powstrzymać nawrót raka.